Blog Izy Budajczak-Moder
Blog > Komentarze do wpisu
Jutro w Sejmie o edukacji domowej!

W dniu 15 marca br. Ministerstwo Edukacji Narodowej wydało na życzenie sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży „informację na temat tzw. edukacji domowej wobec zmian ustawowych” (podkr. moje), którą posłom tej Komisji ma przedstawić bodaj sama Pani Minister na spotkaniu w dniu 20 marca, tj. jutro.

 Nie bardzo wiem, dlaczego posłowie tej komisji, którzy nie zaangażowali się w usunięcie szkodliwych zapisów ustawy Prawo oświatowe, zanim została ona przez Sejm przyjęta, dziś, po upływie zaledwie sześciu miesięcy, kiedy jeszcze niewiele mogło się polskim edukatorom domowym przydarzyć, pytają: „Jak tam sprawy edukacji domowej”. To fakty ewidentnej dyskryminacji powinny ową opozycję motywować do fundamentalnych działań na gruncie prawnym.  

Wróćmy jednak do tzw. „baranów”, tj. ministerialnej „informacji”. Po pierwsze, brak w niej jakichkolwiek danych o pierwszych efektach jakie wywołały nowe przepisy. A takie już się pojawiają. MEN nie mówi nic o problemach stwarzanych rodzicom życzącym sobie edukacji domowej dla własnych dzieci przez publiczne poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Te ostatnie albo odmawiają wydania wymaganych przez ustawę opinii (ponieważ brak klarownych w tym względzie przepisów!), albo wydają opinie negatywne, niekiedy wręcz uzurpując sobie prawo do „wydawania odmowy zgody” na domową edukację. Ciekawe, kto ich do tego „zachęca”?! Nota bene, kwestia zmiany przepisu dotyczącego pozyskiwania opinii poradni psychologiczno-pedagogicznych została w tej tzw. informacji całkowicie przez MEN pominięta, a przecież to właśnie z tego zapisu w projekcie ustawy Prawo oświatowe Pani Minister najobszerniej tłumaczyła się w piśmie do Komitetu Stałego Rady Ministrów (sic!).

Wykręt, jaki MEN w zamian oferuje w swojej tzw. informacji, jest biurokratycznym bełkotem, tj. przywoływaniem przepisów powszechnie znanych, połączonym z kilkoma pozorowanymi argumentami przepisy te „uzasadniającymi”. Te niby-argumenty to oczywista hipokryzja.

Zaczyna się od samochwalstwa, jak bowiem inaczej potraktować zdanie: „Ministerstwo Edukacji Narodowej tworzy takie rozwiązania prawne, aby w tym zakresie (tj. edukacji domowej – przyp. mój) wspierać rodziców, a uczniom umożliwić jak najlepsze warunki kształcenia”.

Pisze MEN dalej, iż wprowadzenie wojewódzkiej rejonizacji „wiąże się bezpośrednio z potrzebami zgłaszanymi przez rodziców w zakresie możliwości korzystania z pomocy szkoły”. Tu, niestety, manipulacyjnie wykorzystano roszczenia członków tzw. grupy roboczej, złożonej przede wszystkim z przedsiębiorców oświatowych. Z całą pewnością rodzice edukacji domowej nie prosili osobiście MEN o „takie” wsparcie.

Kolejna, związana z rejonizacją manipulacja MEN dotyczy pozornie rzetelnej konstatacji, iż przepisy nie przewidują istnienia szkół specjalizujących się w kształceniu w systemie domowym, a stąd mogą ją prowadzić wszystkie publiczne i niepubliczne szkoły oraz przedszkola. MEN pomija pragmatyczny fakt, iż szkoły publiczne nie tylko nie mają żadnego interesu w prowadzeniu, szczególnie pojedynczych, przypadków edukacji domowej, ale że wręcz uznać je mogą za kłopot formalno-organizacyjny dla siebie. Z kolei mniej liczne szkoły i przedszkola niepubliczne mogą obawiać się edukacji domowej, gdyby miała ona być pretekstem do wzmożonych kontroli. A takie dotykają szkoły współpracujące z domowymi edukatorami.

Nieuzasadnioną prawnie sugestią MEN jest dalej uwaga, iż uczniowie, którzy uzyskali zezwolenie na edukację domową przed 1 września 2017 r. mogą ją realizować „do czasu określonego w ww. zezwoleniu”. O tym, że dyrektor szkoły, wydający rzeczone zezwolenie, nie dysponuje możliwością arbitralnego określenia owego „czasu” stanowi oficjalna interpretacja MEN z 2010 r. (do odnalezienia na stronie Instytutu Educatio Domestica: Porady prawne). Granicę stanowi tu koniec danego cyklu kształcenia (koniec roku „zerowego”, koniec podstawówki, tymczasem jeszcze koniec gimnazjum i koniec szkoły ponadgimnazjalnej).

Wreszcie sprawy finansowe. MEN utrzymuje, że koszt kształcenia uczniów edukacji domowej jest „znacznie niższy”, zapewne od tego dla uczniów „normalnych”. Skąd to wiadomo MEN nie podaje, można się jednak domyślić, że albo jest to efekt wyliczeń „wybitnych specjalistów” z Ministerstwa, albo - zapewne też „wybitnych” - samorządowców. W ogóle wychodzi na to, iż subwencja to pieniądze samorządów, a nie jakichś tam obywateli-podatników (cytuję: „… podstawową funkcją części oświatowej subwencji ogólnej jest finansowe wsparcie jednostek samorządu terytorialnego tak, aby ukształtować wysokość ich dochodów na poziomie adekwatnym do wymiaru zadań oświatowych”). Czy należy się zatem dziwić, że owe samorządy tak naciskają na ukrócenie edukacji domowej?! Co ważniejsze, „finansowanie edukacji domowej pozostawiono” w 2018 na poziomie roku 2017. Ale w latach następnych może zostać dowolnie zmniejszone, jeśli taka będzie wola Rządu, i życzenie samorządów, dodajmy.

Czy to jednak najgorsze, co może spotkać polską edukację domową?! Oczywiście nie! Już szereg wcześniejszych enuncjacji (tu np. nigdy przez MEN nie skomentowana publiczna wypowiedź byłej P. wiceminister T. Wargockiej, że dzieci edukacji domowej i tak „wkrótce” wrócą do szkół obwodowych) oraz aktualne doniesienie z kręgu Sekcji Drugiej Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie (pn. Edukacja, Młode Pokolenie, Sport) o podzielanym jakoby przez członków tej Sekcji przeświadczeniu, iż wszystkie polskie dzieci i cała młodzież powinny chodzić do szkoły, wskazują na to, iż nadchodzi dla polskiej edukacji domowej „zima”, która sprawi psychologiczną satysfakcję aktualnym elitom MEN, ucieszy „klasę oświatowców”, pazernych polskich samorządowców oraz kochające „mrozy” polityczne władze Niemiec, którym rodzicielska samodzielność w zakresie edukacji od stu już prawie lat przeszkadza i których uwiera taka rozpustna swoboda u ukochanego sąsiada.

A jedyna sensowna prośba, jaką mogliby posłowie sejmowej Komisji jutro Pani Minister przedłożyć, to prośba o Jej personalne, pisemne zobowiązanie, że edukacja domowa za Jej rządów nie zostanie w Polsce zdelegalizowana, albo tak utrudniona, że sama zniknie! Na razie wygląda, iż chodzi przynajmniej o to drugie!

 

poniedziałek, 19 marca 2018, mamareszke

Polecane wpisy