Blog Izy Budajczak
| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Zakładki:
EDUKACJA
KSIĄŻKI
Oprócz wyrabiania w dzieciach umiejętności samodzielnego zdobywania wiedzy, uczymy oporu wobec presji i schematów społecznych.
RODZINY ED
piątek, 05 lutego 2010
Nogi - ważna rzecz!

Szlachetne zdrowie, ... Tak przed wiekami pisał Jan z Czarnolasu i z pewnością miał rację. Mój mąż przekonał się o tym na własnej skórze, kiedy trzy tygodnie temu złamał nogę w stawie skokowym (przez dwadzieścia pięć lat naszego małżeństwa nie miał kłopotów ze zdrowiem!). Chciałabym przedstawić kilka dobrych rad dla zdrowych nóg, które zaproponowała w rozmowie z Panoramą Leszczyńską moja sąsiadka i wybawczyni (pomogła mi stanąć na nogi, kiedy kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa) Marylka Radojewska.

 

Co robić, by daleko zajść?

- Stopy służą nam do chodzenia przez całe życie, dlatego powinniśmy o nie dbać. Trzeba ich używać tak, jak nakazuje fizjologia – mówi Maria Radojewska, fizjoterapeutka z Ponieca. - Naturalna konstrukcja stopy powinna być chroniona, by mogła być jak najdłużej zachowana.

Proces chodzenia polega na obciążaniu najpierw pięty, potem przodu stopy. Paluch jest elementem odbijającym nogę od podłoża. Chodząc prawidłowo, powinniśmy zachować łuk poprzeczny i podłużny. Pomoże w tym dobór właściwego obuwia i dbałość o ruchomość wszystkich stawów. Chodzenie po twardym podłożu w butach o sztywnych podeszwach nie pozwala stopie na fizjologiczny ruch.

Boso po rosie

- Dlatego od czasu do czasu należy zdjąć obuwie, chodzić boso po różnym podłożu, także po kamieniach i żwirze – tłumaczy M. Radojewska.  - Stanowi to naturalny masaż receptorów licznie rozmieszczonych na powierzchni stopy. Bez obuwia po ziemi czy trawie można chodzić latem, ludzie odporni mogą to robić także wiosną. Zimą – uwzględniając wymogi stopy - dobrze jest chodzić boso lub w skarpetkach po dywanie i po schodach. Przydatne są specjalne ,,kolczatki’’, czyli gumowe klapki, które masują i stymulują stopy, dzięki czemu zyskujemy odpowiednie ilości bodźców.

Gdy stopa jest wolna, nieuwięziona w bucie, rozluźniona, może przesyłać informacje o swoim stanie z obwodu naszego ciała do mózgu. Mamy wtedy świadomość, czy prawidłowo stoimy. Orientujemy się, czy np. nie za bardzo zakleszczamy kolana, obciążając pięty. Zdarza się też, ze stoimy bardziej na palcach, próbując podnieść tułów ,,do fruwania’’, chcąc być lżejszymi niż jesteśmy. Czasami stopa mówi nam, że obciążamy zbytnio jej zewnętrzną lub wewnętrzną krawędź. Świadoma stopa lepiej służy chodzeniu, łatwiej jest dobrać wtedy odpowiednie buty.

Test stopy

- Jeśli robimy duże mokre ślady na podłodze, wskazuje to na płaskostopie. Warto wtedy robić odpowiednie ćwiczenia. Jeżeli odbicie wskazuje na stopę wydrążoną (mały, wąski ślad), zachodzi podejrzenie, że mamy zbyt napięte mięśnie podudzia i stopy – wyjaśnia M. Radojewska. Wtedy trzeba ją rozluźnić i rozciągnąć.(l)

Ćwiczenia w płaskostopiu
chodzić na palcach, wysoko podnosząc pięty (aż do zmęczenia)
wspinać się na palce i opadać
chodzić po schodach
uczyć stopę większej ,,chwytności’’: podnosić palcami stóp klocki, ołówki, chusteczki, woreczki, rysować stopami w powietrzu różne figury 

Ćwiczenia stopy ,,wydrążonej’’
rozluźniające kąpiele stóp (np. perełkowe – w małych wirówkach do kończyn dolnych, dostępnych w sklepach AGD)
ruszanie palcami, wykonywanie kółek (9 w jedną stronę, 9 w drugą stronę)
wyciąganie palców do przodu
wykonywanie ruchów okrężnych całą stopą
głaskanie stóp – każdą po 1 minucie dziennie.

środa, 03 lutego 2010
Egzaminy raz do roku!

Dochodzą do nas informacje, iż niektórzy dyrektorzy szkół próbują wymusić na rodzicach edukacji domowej egzaminy po każdym semestrze.

Pamiętajcie Państwo, że zgodnie z przepisami ustawy o systemie oświaty, dziecko edukacji domowej zdaje egzaminy klasyfikacyjne w trybie rocznym.

Uzgodnienia (nie zaś dyktaty ze strony szkoły) dotyczące terminów i wymagań egzaminacyjnych powinny zostać dokonane z początkiem roku szkolnego, a nie, jak to bywa w niektórych przypadkach, na tydzień przed egzaminami. Takie działania dyrektorów szkół gwałcą zarówno zasady moralne, jak i standardy egzaminacyjne, wobec innych polskich uczniów przestrzegane.

Mój mąż przy każdej okazji mówi w tym kontekście o dyskryminacji, która dotyka domowych edukatorów w Polsce.

Bądźmy asertywni, może "przeciwnicy" zaczną nas szanować!

 

Dane kontaktowe

Izabela i Marek Budajczak

tel. 602 403 492

homeed@poczta.onet.pl

17:18, mamareszke , Kontakt
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Mozart matematyki?

Otrzymaliśmy ostatnio z uprzejmości Pana Michała Wiącka z Cambridge informację przytoczoną za pewną lokalną gazetą z komentarzem jej Redaktora. Oto jej treść:

 

„Fitzwilliam College, część Cambridge University, UK, zaoferował warunkowo miejsce 14-latkowi. Ostatni raz tak młody człowiek został przyjęty w 1773 roku. Chłopak jest zdolnym matematykiem. Musi jeszcze zdać egzamin z fizyki. Fitzwilliam College ma w swych szeregach takich ludzi jak Izaak Newton czy Stephen Hawking.

Dobra wiadomość to fakt, że młody szczęściarz jest owocem edukacji domowej, bardzo ją sobie chwali i uważa, że to właśnie zasługa jego ojca. To dla pokrzepienia zwolennikom domedu. Tak trzymać!”

 

Dowiedzieliśmy się dodatkowo, że jako pięciolatek Arran Fernandez (bo tak się chłopiec nazywa) zdał państwowe egzaminy z matematyki, jako ośmiolatek – nikt nie osiągnął tego wcześniej – egzaminy na najwyższym z poziomów zaawansowania przed studiami, a także, że od piątego roku życia pisuje artykuły do specjalistycznej internetowej encyklopedii z matematycznej teorii liczb.

Ojciec Arrana (o mamie jakoś się nie wspomina) jest doktorem ekonomii politycznej i edukacyjnym radykałem (przecież wybrał edukację domową!), przygotowującym książkę o tym, jak nauczać dzieci.

Będziemy na tę publikację czekać, choć już w tym momencie warto powiedzieć, że dzieci edukacji domowej nie muszą być wyłącznie geniuszami i to geniuszami od kołyski wyprzedzającymi w danej dziedzinie wszystkich ludzi wokół. Presja rodziców na osiągnięcie przez ich dzieci takich efektów niekiedy nie wychodzi tym drugim na zdrowie. Lepiej, by były one porządnymi i spełnionymi ludźmi.



czwartek, 31 grudnia 2009
School must go on

The show must go on,
the show must go on
inside my heart is breaking
my make-up may be flaking
but my smile still stays on
.

Człowiek jest w stanie długo być miłosiernym (szczególnie jeśli jest chrześcijaninem-katolikiem) dla swoich wrogów. Kiedy jednak oni z zaciętością automatu i konsekwencją walca drogowego chcą cię zniszczyć, a przynajmniej wycieńczyć cię, jesteś uprawniony do samoobrony!

Czy takimi złowrogimi słowami należy żegnać Stary Rok?! Bywa, że tak!

Kiedy chcą cię wykantować, albo nawet zaka(n)tować na amen, przyjmij strategię imperatywu kategorycznego Kanta!

Urzędnicy oświatowi MEN i Wielkopolskiego Kuratorium Oświaty obdarowali nas, nie pierwszy zresztą raz (czy to nie jest przypadkiem nękanie?!), odpowiednio na Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, swoimi kolejnymi groteskowymi pismami, rzecz jasna „zgodnymi” z pochodzącym z zimnokomunistycznych czasów Gomułki (bo taki u nas w RP obowiązuje) kodeksem postępowania biurokratycznego (o, przepraszam: administracyjnego)! Dziękujemy im za „takie” życzenia!

Drogim Czytelnikom tego bloga życzę Szczęśliwego Nowego Roku!!!

 

P.S. Pozwólcie jeszcze Drodzy Czytelnicy na drobną uwagę. Wiele polskich szkół, a w ostatnich dniach także Kuratorium Oświaty w Poznaniu, umieściło na własnych stronach internetowych sławny cytat: „Uczymy się nie dla szkoły, lecz dla życia”, przypisując go Senece Młodszemu. To szczególna oświatowa zniewaga dla prawdy! W łacińskim oryginale (Patrz polskie tłumaczenie: Listy moralne do Lucyliusza – ostatnie słowa listu CVI, str. 565) Lucius Annaeus Seneca naprawdę napisał: „Non vitae, sed scholae discimus”, tj. „Uczymy się nie dla życia, ale dla szkoły”! Proponuję MEN, by wprowadziło obowiązkowe kursy łaciny dla wszystkich oświatowców!

 

 

15:01, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 grudnia 2009
Dies Natalis

Z Narodzenia Pana dzień dziś wesoły ...

I tak nadszedł czas, w którym zapominamy o wszystkich dolegliwościach zwykłego życia, czas,  który daje nam radość i nowe siły do zmieniania świata na lepsze. Jednym z najprostszych sposobów czynienia świata bardziej ludzkim jest formułowanie w duszy i fizyczne wyrażanie życzeń dla innych.

Drodzy Przyjaciele i Chwilowi Goście, przyjmijcie serdeczne, a więc z serca płynące życzenia radości w Ten Świąteczny Czas, a na cały Nowy Rok pomyślności, także edukacyjnej!

Niech te żywioły, które wyśpiewują Bożej Dziecinie chwałę, harmonijnie nucą i Wam!

 

14:30, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 listopada 2009
O motywacjach ...

Bardzo często spotykamy się z pytaniem o motywację, jaka nami kierowała, kiedy podejmowaliśmy decyzję o edukacji domowej naszych dzieci.

Na początku lat dziewięćdziesiątych wśród lektur mojego męża (nauczyciela akademickiego) znalazły się dwie książki brytyjskiego socjologa Rolanda Meighana. Obie wspominały o edukacyjnej alternatywie, nazywanej „edukacją opartą na domu”. Kiedy dowiedzieliśmy się, że i w Polsce od 1991 r. takie nauczanie jest zgodne z prawem, przyszło nam do głowy, … żeby tego spróbować.

Zrobiliśmy to nie z powodu wstrętu do konkretnej szkoły, czy szkoły „w ogóle” (oboje szkołę „lubiliśmy”), tylko po to, by rodzinnie przeżywać edukację, jednak bez przekonania, że nasza „domowa” szkoła będzie lepsza od „państwowej”. Mieliśmy nadzieję, że nie będzie gorsza.

Umożliwiliśmy też obojgu naszym dzieciom poznanie „prawdziwej” szkoły, by znając warunki obu form nauki, same decydowały, gdzie chcą się rozwijać.

A jakie motywacje kierują innymi rodzicami? Jak z wszystkim, bywają bardzo różne.

Są tacy rodzice, którzy dobrowolnie wybierają edukację domową. Życzą jej sobie, ponieważ czytali bądź słyszeli o niej pozytywne opinie, albo dlatego, że mają dla swoich dzieci specjalny edukacyjny pomysł. I to się chwali!

Są też tacy rodzice, którzy „uciekają” w edukację domową, chcąc chronić swoje dzieci przed krzywdami, jakich już doświadczyły one w szkole lub jakie mogłyby je tam dotknąć. Chodzi tak o krzywdy fizyczne, psychiczne, jak i społeczne (np. akty dyskryminacji, niesprawiedliwego oceniania, rzutującego na przyszłość dziecka czy ideologicznej indoktrynacji). Niestety bywa czasami tak, że owe krzywdy są wytworem wyobraźni samych rodziców. Co oczywiste, nie jesteśmy w stanie ochronić dzieci przed wszystkimi „nieszczęściami” tego świata!

sobota, 07 listopada 2009
Po rozum? Do głowy!

Co i rusz otrzymujemy prośby od rodziców z różnych stron Polski, którzy nie zorientowali się w porę, co do warunków nakładanych przez znowelizowaną ustawę o systemie oświaty i spóźnili się ze złożeniem wniosku (z wymaganymi dodatkami) o zezwolenie na edukację domową przed 31 maja. Rodzice ci pytają, co w tej sytuacji zrobić?

Po kolejnej takiej prośbie, lekko poirytowana, zadzwoniłam do Prezesa Stowarzyszenia Edukacji w Rodzinie, które przyklasnęło ministerialnemu projektowi, później ucieleśnionemu w zapisach ustawy. Zadałam pytanie, co Oni radzą rodzicom znajdującym się w takiej sytuacji? Dowiedziałam się, że każdy taki przypadek indywidualnie rozpatruje Pani Minister Hall. Można chyba domniemywać, że rozpatruje pozytywnie?!

Ciekawe, ponieważ w Ministerstwie nic na ten temat nie wiedzą, a żaden wniosek do właściwego dla tych spraw Departamentu Kształcenia Ogólnego i Wychowania od 31 maja nie wpłynął. A więc i Pani Minister żadnego zezwolenia na naukę w domu wydać nie mogła. Urzędniczka wspomnianego Departamentu powiedziała, że zawsze można do Nich taką prośbę, koniecznie z uzasadnieniem, złożyć, a Ministerstwo łaskawie ją rozpatrzy. Może też odpowiednią decyzję wydać, bo … samo te przepisy sformułowało!

To o tyle dziwne stwierdzenie, że zgodnie z prawem, jedynie dyrektor szkoły może takie zezwolenie wydać, w żadnym zaś wypadku Minister. Czyżby Minister stał ponad prawem?!

Nawiasem mówiąc, nie wiadomo, po co komu było wprowadzanie tego terminu – 31 maja – jako wymogu, który mają respektować rodzice.

Na przyszłość lepiej byłoby oszczędzić wszystkim bzdurnych przepisów (to apel do MEN!), a już na pewno reprezentanci środowiska edukacji domowej nie powinni się pod takimi przepisami podpisywać!

czwartek, 05 listopada 2009
Czyżby zwycięstwo?

„Po ponad 14 latach od wydania decyzji WKO stwierdził wreszcie ich nieważność w pożądanej części.”

Otrzymaliśmy dziś maila, który rozpoczynał się od cytowanego zdania. Był to list od naszego Pełnomocnika Prawnego, a zarazem Przyjaciela, Mec. Wojciecha Bronowicza, który odnosił się do pisma Wielkopolskiego Kuratora Oświaty. W piśmie tym Kurator, po kilkunastu latach uników, mataczenia i udawania, że nie wiadomo, o co chodzi, musiał (a właściwie: musiała) przyznać nam rację. Nie zrobiłby tego nigdy z własnej woli, gdyby nie przymus wyroku sądowego.

Zwyciężyliśmy, ale czy po tylu latach walki i tylu krzywdach, których, jako rodzina, doznaliśmy ze strony oświatowych biurokratów, takie zwycięstwo może jeszcze cieszyć?! Mam mieszane uczucia! Jednak kiedy patrzę na swoje dorosłe już dzieci, wiem, że nasza decyzja o edukacji domowej była słuszna. Widzę, że są dojrzałymi, wartościowymi młodymi ludźmi i czuję, że nie mają do nas żalu.

Kiedyś na forum edukacji domowej ktoś zarzucił mi, że zrobiliśmy dzieciom krzywdę. To nieprawda!

22:56, mamareszke
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 października 2009
Dramat "równiejszych" dzieci - O, pardon, młodzieży!

Jak doniosło dziś „Metro”, przyszłoroczna matura będzie masakrą! Oto szefostwo Centralnej Komisji Egzaminacyjnej zdecydowało, że ci maturzyści, którzy wybiorą egzamin z jakiegoś przedmiotu na poziomie rozszerzonym, będą zdawać o 9 rano egzamin na poziomie podstawowym, a o 14 tego samego dnia ów „rozszerzony”. Prawdziwy horror!

CKE tłumaczy, że matury nie mogą dłużej dezorganizować pracy szkół, trzeba więc te egzaminy skomasować. Toż to sadyzm!! „Maturzyści i nauczyciele płaczą.”

W systemie, w którym obok równiejszych dzieci „szkolnych”, tkwią również dzieci edukacji domowej, nikt jakoś nie rozdziera szat nad tym, że te ostatnie zdają wcale nie łatwiejsze egzaminy klasyfikacyjne co roku, choć te równiejsze nie muszą robić tego nigdy. A kiedy już ci „domowi” takie egzaminy zdają, to dla wygody szkoły zdają je najczęściej w „hurtowych ilościach”, w dodatku dzień po dniu, bo tych egzaminów jest znacznie więcej niż na maturze.

I cóż?! Nic! Wszystko jest w najlepszym porządku! Wszystkie dzieci są przecież równe, ale niektóre … są równiejsze! Dopiero zamach na te „równiejsze” to zbrodnia przeciw ludzkości!!!

 
1 , 2 , 3