Blog Izy Budajczak-Moder
czwartek, 18 listopada 2010
Wychowawcze "kłopoty"

Wychowywanie dziecka nie jest łatwą sprawą, wszyscy o tym wiemy. Sama też miałam okazję się o tym przekonać. Emilka była grzecznym, spokojnym dzieckiem, natomiast Paweł miał "charakterek". Zdarzało się tak, że gotowałam na obiad dwie zupy, bo jedno dziecko chciało pomidorową, a drugie kapuśniak. Poddawałam się tym małym "terrorystom" i sprawiało mi to nawet przyjemność (czysty masochizm)!

Bycie rodzicem to nie lada wyzwanie. Bywa nieraz ciężko, ale żeby zaraz biec z dzieckiem do psychologa, czy - nie daj Bóg - do psychiatry?!

Piszę to dlatego, że jestem po lekturze listu od matki, która chciałaby edukacji domowej dla swojego dziecka, ponieważ jego kontakt ze szkołą okazał się już na wstępie katastrofą. Dziecko "zostało skierowane" na badania psychologiczne, a później psychiatryczne. Niestety diagnozy w takim przypadku nie sposób przewidzieć! Może się zdarzyć, że psychiatra zechce takie dziecko umieścić ... w ośrodku zamkniętym (znam taki przypadek!!!). To jest przerażające!

Wizyty u "specjalistów od psychiki" to czasami skutek nacisków szkoły (nauczycieli, dyrektora), która wysyła dziecko do poradni psychologiczno-pedagogicznej, bo sama nie potrafi odmienności dziecka uszanować. Jest to ewidentne nadużycie, ponieważ przepisy prawa nie dopuszczają, aby ktokolwiek poza rodzicami mógł wnioskować o badanie w poradni, albo ich do tego nakłaniać. W odpowiednim rozporządzeniu MENiS z 2002 r. pisze się, co następuje:

§ 4. 2. Opinię wydaje się na pisemny wniosek rodziców dziecka. Na wniosek lub za zgodą rodziców dziecka poradnia przekazuje kopię opinii do przedszkola, szkoły lub placówki, do której uczęszcza dziecko.

Niestety, niekiedy sami rodzice, w poczuciu wychowawczej bezradności, szukają pomocy u licencjonowanych "specjalistów" od ludzkiej duszy. Przykro mi, ale nie pochwalam takiego postępowania! To my, jako rodzice, pierwsi musimy zaakceptować własne dziecko i nie wolno nam zrażać się trudnościami. Nikt nie zagwarantował nam, że bycie rodzicem będzie łatwe! A specjaliści to obcy naszemu dziecku ludzie, którzy nie mają żadnego osobistego interesu w tym, by się nim troskliwie zająć. Oni mają swoje procedury postępowania i schematy rozumienia drugiego człowieka.

A co, kiedy dziecko nie mieści się w schematach?!

13:52, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 listopada 2010
Święto Niepodległości

Kto ty jesteś? - Polak mały.

Jaki znak twój? - Orzeł biały.

Gdzie ty mieszkasz? - Między swemi.

W jakim kraju? - W polskiej ziemi.

Czym ta ziemia? - Mą ojczyzną.

Czym zdobyta? - Krwią i blizną.

Czy ją kochasz? - Kocham szczerze.

A w co wierzysz? - W Polskę wierzę.

Czym ty dla niej? - Wdzięczne dziecię

Coś jej winien? - Oddać życie.

 

Czy patriotyzm to coś złego?!

 

20:09, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 października 2010
Czy "zdejmą" też edukację domową "z anteny"?!

Obejrzałam dzisiaj ostatni, bo następnych nie będzie (przynajmniej w najbliższym czasie), odcinek programu "Bronisław Wildstein przedstawia". Był to, obok "Misji specjalnej" (też zdjętej z anteny) i "Warto rozmawiać" (przyszłość niewiadoma), program, który oglądałam bardzo chętnie.

Niestety programy te mają/miały to do siebie, że są/były - w obecnej polskiej rzeczywistości - programami "niszowymi" i politycznie "niewygodnymi". Przyznam, że ta dzisiejsza polska rzeczywistość, odrobinę mnie przeraża!

Wyobraźnia zaś i logika podsuwają mi jeszcze inne obrazy i skojarzenia: Edukacja domowa jest też "niszowa" i politycznie "niewygodna". Dowodów na to jest wiele. Czyżby czekał ją taki sam los, jak wspomniane wyżej programy TVP?!

Czy w tej "rzeczywistości" nie zostanie niebawem także i ona "zdjęta z anteny"?!

Na tak postawione pytanie, można udzielić tylko jednej odpowiedzi: Oby nie!!!

22:03, mamareszke
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 października 2010
Feministka czy ...?

Kogo widzicie Państwo na tym zdjęciu: feministkę czy kurę domową?

Często ludzie myślą, że ta osoba ze zdjęcia to wojująca feministka. A ja Państwu powiem, że to "kura domowa", która lubi zajmować się swoim domem, gotować, przygotowywać zapasy na zimę, hodować rośliny, a jeszcze kilka lat temu - w sumie przez 12 lat! - uczyła swoje dzieci.

Ta kura domowa, to właśnie ja.

Spotykałam się niekiedy z zarzutem, że znacie Państwo mojego męża, a nie wiecie, jak ja wyglądam. Stąd ta fotografia!

00:42, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 października 2010
Łapy precz!

"Niech państwo zabierze swoje brudne łapy od kochających się rodzin. Niech nie znęca się nad rodzinami tylko dlatego, że są biedne.
Jak nie umie pomóc im żyć, to niech przynajmniej nie przeszkadza!"

Bardzo mocne słowa, prawda?! Ktoś mógłby pomyśleć, że to mój mąż znowu atakuje "państwo". Ale to nie on! Słowa te można przeczytać w dzisiejszym wpisie na blogu Pana Janusza Wojciechowskiego (Europosła).

Dlaczego pisze On takie słowa?!

A jak człowiek, który od lat z wielką troską pochyla się nad problemami zwykłych, biednych ludzi, może inaczej reagować na moralne wykroczenia "urzędników"?!

Zachęcam Państwa do przeczytania całego wpisu! (link z boku)

Ja, ze swej strony, dziękuję Panu Wojciechowskiemu za wszystko, co od lat robi dla ludzi!

23:48, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 października 2010
10.10.2010

Dzisiejszego dnia minęło sześć miesięcy od dnia Katastrofy Smoleńskiej. Nadal smutno mi, Boże!

Obchodzimy dziś także po raz dziesiąty Dzień Papieski. Tego dnia wspominamy dzieło Wielkiego Polaka. Wiemy, iż Jan Paweł II poświęcał wiele uwagi dzieciom i młodzieży, tłumacząc, że są przyszłością narodu. To na nas, rodzicach, spoczywa obowiązek ich właściwego wychowania.

21:25, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 września 2010
Toruński Zjazd Pedagogiczny 2010

W dniach 20-21 września w obchodzącym 777-lecie lokacji Toruniu odbył się VII (jakżeby inaczej) Zjazd Pedagogiczny, najważniejsza ogólnopolska konferencja nauk o edukacji.

Takie cykliczne spotkanie odbywa się raz na trzy lata, gromadząc obok najwybitniejszych polskich pedagogów - teoretyków i badaczy - także młodszych pracowników nauki, chcących zaprezentować swoje dokonania na polu pedagogiki, tak ważnej dla teraźniejszości i przyszłości narodu dyscypliny naukowej.

Po raz pierwszy w historii Zjazdów Pedagogicznych pojawiła się podczas obrad tematyka edukacji domowej, zaprezentowana przez mojego męża. Wydawało się, że będzie to jedno z wielu drobnych, a więc mniej istotnych zagadnień pedagogicznych, a okazało się, że liczni naukowcy są żywo zainteresowani tą formą kształcenia. Co więcej, życzliwość (a może nawet Pedagogiczna "MOC") jest z nami, domowymi edukatorami.

Podchodzili do Marka uczeni z różnych stron kraju, by wspomnieć, że z zainteresowaniem przeczytali książkę pt. "Edukacja domowa" i od lat przekazują swoim studentom wiedzę na temat domowego nauczania.

Pozwolę sobie teraz, w kontekście Pedagogicznego Zjazdu, na odrobinę prywaty. Nie byłoby naszej rodzinnej edukacji, gdyby nie inspiracje, pomoc i moralne wsparcie trzech wielkich sław polskiej pedagogiki – Profesorów: Zbigniewa Kwiecińskiego, Aleksandra Nalaskowskiego i Bogusława Śliwerskiego.

Profesor zw. dr hab. Zbigniew Kwieciński od zawsze był Mentorem mojego męża. Był jego opiekunem naukowym w czasie studiów, realizowanych w trybie indywidualnym, promotorem jego prac: magisterskiej i doktorskiej, a przez lata kierownikiem Zakładu Socjologii Edukacji WSE UAM, gdzie Marek pracował.

Profesor zw. dr hab. Aleksander Nalaskowski okazał się "Ojcem Chrzestnym" naszego domowego nauczania, ponieważ to on, tłumacząc książkę Rolanda Meighana, gdzie po raz pierwszy „po komunizmie” wspomniana była ta odmiana edukacji, zainspirował nas do podjęcia się tego szczególnego wyzwania.

Profesor zw. dr hab. Bogusław Śliwerski to "Mąż Opatrznościowy" naszego domowego edukowania, szczególnie co do wsparcia w naszych bojach z twardogłowymi oświatowcami. Występował w naszej obronie w mediach (zawsze będę Panu Profesorowi wdzięczna za "list otwarty", jaki zamieścił w 2001 roku w "Rzeczpospolitej") i sprzyjał nam na akademickiej niwie (Dziękuję Panie Profesorze za pomoc mojemu synowi!).

22:34, mamareszke
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 września 2010
"education home"

Obcojęzyczne kompetencje naszych decydentów i nadzorców z zakresu oświaty ujawnił skandal z tłumaczeniem nazwy ulicy, przy której mieści się w naszej stolicy Ministerstwo Edukacji Narodowej. Wedle (do wczoraj) podawanego na oficjalnej stronie MEN angielskojęzycznego adresu, zlokalizowane jest Ono przy „Alei Gestapo”!

Rzecznik Ministerstwa tłumaczył, że kosztochłonność tłumaczeń resortowych informacji na inne języki nie pozwoliła na nic innego, jak tylko na wykorzystanie automatycznego translatora Google. Konsekwencją tych oszczędności był „błąd w adresie”.

Jak to zwykle z MEN bywa, prawda jest nieco inna! Oto, jeśli przetestować googlowskiego „tłumacza”, okazuje się, że wcale taki „błąd” w przekładzie się nie pojawia. Wygląda więc  na to, że „al.Gestapo” to efekt radosnej (i zapewne dobrze płatnej) twórczości ministerialnych fachowców od edukacji, nie weryfikowanej przez nikogo. Pewnie kompetentnych tam po prostu brak! Są za to nietykalni Państwowi Funkcjonariusze!

Absurdy i niekonsekwencje w obcych językach nie kończą się wcale na tym nieszczęsnym adresie. Dalej spokojnie sobie tkwią one w wielu tłumaczeniach informacji MEN. Nawet podstawowe wyrażenie internetowe, jakim jest „strona główna”, jest karykaturalnie przedstawiane w pięciu kolejnych językach, podczas kiedy wystarczyłoby skorzystać choćby z podpowiedzi Wikipedii, by dowiedzieć się, że po angielsku jest to: nie: „home”, a „homepage” lub „home page”, po francusku nie „maison”, a „page d'accueil” lub „page d'entrée”, itd. w pozostałych przypadkach. Trzeba tylko odrobiny pomyślunku!

Swoją drogą, z tłumaczem Google pewien kłopot jednak jest. Choć druga z funkcji tłumaczy „edukację domową” poprawnie na „homeschooling”, to pierwsza z nich wyświetla całkowicie błędne hasło: „education home”. Ale to tylko maszyna, którą zawsze można udoskonalić!

Z Urzędnikami MEN sprawa jest gorsza. Może wobec nich najlepsze byłoby zastosowanie hasła z proponowanego przez nich samych niemieckiego odpowiednika „strony głównej”: „NACH HAUSE”!

 

P.S. Jako że macie Państwo w MEN kłopoty z tłumaczeniami, proponuję usługi swojej córki, która na tyle zna tych kilka języków (zaliczyła np. SAT, o czym Pani Minister Hall dobrze wie), by to z łatwością zrobić, choć formalnie, dzięki staraniom Waszych Funkcjonariuszy, ukończyła swoją edukację na klasie czwartej szkoły podstawowej!

15:47, mamareszke
Link Komentarze (1) »
czwartek, 02 września 2010
Co komu wolno?

Niektórzy z Państwa już pewnie zauważyli, że zmieniły się przepisy Rozporządzenia w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów (...), podpisane przez Minister Hall 20 sierpnia br., a obowiązujące od wczoraj.

Edukacji domowej te zmiany przepisów wprost nie dotknęły, ale w kontekście jednego z zapisów rodzi się pytanie, czy uczniowie edukacji domowej i uczniowie szkół będą traktowani jednakowo?

§ 21. ust. 10 otrzymał brzmienie:

Uwzględniając możliwości edukacyjne ucznia szkoły podstawowej, gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej, rada pedagogiczna może jeden raz w ciągu danego etapu edukacyjnego promować do klasy programowo wyższej (semestru programowo wyższego) ucznia, który nie zdał egzaminu poprawkowego z jednych obowiązkowych zajęć edukacyjnych, pod warunkiem że te obowiązkowe zajęcia edukacyjne są, zgodnie ze szkolnym planem nauczania, realizowane w klasie programowo wyższej (semestrze programowo wyższym).";

Zestawmy teraz ten przywilej uczniów szkolnych z obowiązującym przepisem Ustawy o systemie oświaty, dotyczącym uczniów edukacji domowej:

Art. 16. ust. 14. pkt 2.

Cofnięcie zezwolenia, o którym mowa w ust. 8, następuje:

2) jeżeli dziecko z przyczyn nieusprawiedliwionych nie przystąpiło do egzaminu klasyfikacyjnego, o którym mowa w ust. 10 pkt 2 lit. c, albo nie zdało rocznych egzaminów klasyfikacyjnych, o których mowa w ust. 10 pkt 2 lit. c;

Jak łatwo zauważyć, dzieci szkolne mogą z jedną "jedynką" przejść do następnej klasy, co jest niemożliwe dla dzieci edukacji domowej. One będą zawsze "repetować" klasę, a w dodatku przymusowo powrócą do szkoły!

Mój mąż od lat powtarza, że rodziny edukacji domowej są w RP dyskryminowane. Czy są to naprawdę niesłuszne oskarżenia?!

środa, 01 września 2010
Między (za przeproszeniem) Dodą a Majdanem

Wakacje się skończyły, rozpoczął się nowy rok "edukacyjny" (bo dla dzieci edukacji domowej wcale nie "szkolny").

Wydawałoby się, że edukacja domowa staje się coraz bardziej popularna, a tu dzisiejsza TVP2, w codziennym programie pt. "Pytanie na śniadanie", zasugerowała, że jest to alternatywa dla "elit". Jeśli edukację domową w pierwszym dniu września lokuje się w programie lifestylowym między tzw. celebrytami, to może to oznaczać, że jest ona "trendy", a nieobecna w tym programie szkoła (i państwowa, i niepaństwowa) jest edukacyjną nijakością, bylejakością, pozbawioną stylu.

Szkoła oczywiście czyni starania o "prawdziwy styl", o czym donoszą dziś na swoich internetowych stronach dwa główne polskie dzienniki: Rzeczpospolita i Gazeta Wyborcza, oferując czytelnikom rozważania nad tym, "w co dzieci powinny ubierać się do szkoły". Skądinąd, ciekawa jestem, czy diadem na głowie i makijaż na twarzy małej dziewczynki są nieodzowną częścią szkolnego "umundurowania"?! A może jest to propozycja sposobu wdrażania dzisiejszych zaleceń Pani Minister Hall, by umożliwiać dzieciom rozwijanie ich "talentów"? Trzeba przecież Polsce młodych ludzi, kompetentnych w zakresie kreowania osobowości scenicznej i w zakresie projektowania "stylowej" odzieży. W ten sposób doczekamy się setek polskich Chanel i Armanich!

Takie kształcenie ludzi "stylowych", a może raczej "cool", nie będzie wymagało czytania nudnych książek. Stąd też z zadowoleniem należy powitać kolejną inicjatywę MEN w skracaniu listy szkolnych lektur. Lepiej pokazywać na lekcjach kolejne odcinki "Hannah Montana"!!!

Szczęściem edukacja domowa nie musi powielać rozwiązań szkolno-komercyjnych.

Szkoda, że TVP2 ten poważny temat, jakim jest edukacja domowa, sprowadziła do ciekawostki z gatunku opisywanego przez tabloidy!

13:06, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 sierpnia 2010
Jak się w Polsce (nie) pisuje o edukacji domowej

Jak wszystkim wiadomo, informacyjnie o edukacji domowej w Polsce pisują dziennikarze i naukowcy, z jednej strony, a rodzice i dzieci e.d. z drugiej (sympatycy i przeciwnicy „bez doświadczenia” się tutaj nie liczą). A co z oficjalnymi, należącymi do systemu oświaty komentatorami-ekspertami?

Na internetowej stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej informacji nt. edukacji domowej po polsku brak. Jedynie pod zakładką z brytyjską flagą znaleźć można jedną jedyną, angielskojęzyczną informację w tej sprawie. W aktualnym, bo w 2010 roku wytworzonym, 92-stronicowym tekście pt. The System of Education in Poland, opracowanym przez, działające w ramach Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, Polskie Biuro EURYDICE (Sieci Informacji o Edukacji w Europie), MEN i MNiSW, na stronie 34 wspomina się półgębkiem o egzaminach klasyfikacyjnych (tłumaczonych jako: „weryfikujące”) i o tym, że zdają je m.in. uczniowie realizujący naukę-poza-szkołą (out-of-school study). Poza tym e.d. w Polsce nie istnieje!

Co interesujące, ta sama Polska EURYDICE (w osobach Pań: E. Kolasińskiej, J. Kuźmickiej i A. Smoczyńskiej) wydała w listopadzie 2007 roku 16-stronicowy Raport pt. Edukacja domowa, powstały na bazie jej własnej inicjatywy, na którą z 31 krajowych biur informacji oświatowej odpowiedziało 14. Trudno jedynie zrozumieć, dlaczego brak w tym raporcie jakichkolwiek danych o naszej krajowej e.d.?!

Wygląda na to, że nasi informacyjni eksperci i funkcjonariusze systemu oświaty nie zdradzają większego zainteresowania tą sprawą (lub wolą ją przemilczać). Czyż bowiem edukacja domowa ma w naszym kraju jakąkolwiek społeczną wartość czy wagę?!

niedziela, 15 sierpnia 2010
Akcenty historii

Obchodzimy dzisiaj 90 rocznicę, ważnego dla całej Europy, zwycięstwa Polaków nad bolszewikami w Bitwie Warszawskiej. Był to sławny "Cud nad Wisłą". To kolejna okazja do pogłębiania wiedzy na temat historii Polski, kolejna lekcja patriotyzmu.

My katolicy, obok święta narodowego, wspominamy w dniu dzisiejszym Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, znane również jako święto Matki Bożej Zielnej. Wniebowzięcie N.M.P. zostało przyjęte za dogmat Kościoła w 1950 roku (a zatem 60 lat temu), za pontyfikatu papieża Piusa XII.

90 rocznica "Cudu nad Wisłą" i 60 rocznica przyjęcia dogmatu o Wniebowzięciu N.M.P. zbiegają się z 30 rocznicą powstania "Solidarności".

Jakże pięknie układa się historia!

22:08, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 sierpnia 2010
Chyba jestem moherem!

Znów kilka słów o mnie samej. Pisałam już, że jestem fanką futbolu, a dziś chciałabym wspomnieć o kolejnym swoim zaangażowaniu. Jest nim polityka. Interesowałam się nią od dawna, ale trzeba było czasu, by osiągnąć dojrzałość w tym względzie.

Obecnie moje poglądy są skrystalizowane, a za nimi idą działania.

Jestem przekonana, że stoję po dobrej stronie. I jestem dumna z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości!

Cieszę się, że moje dzieci nie wykrzykiwały wczoraj przeciw krzyżowi pod Pałacem Prezydenckim. Mój syn idzie w pieszej pielgrzymce do Częstochowy, a jego siostra w tym czasie tłumaczy swoim małym kuzynom, na czym polega patriotyzm.

22:27, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 sierpnia 2010
Uprising!

Dziś dla Polaków dzień szczególny, kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.

1 sierpnia 1944 roku mieszkańcy Warszawy stanęli naprzeciw znacznie liczebniejszej i lepiej uzbrojonej armii wroga.

"My, Polacy, mamy opinię romantyków", porywających się na rzeczy niemożliwe. Bóg, Honor i Ojczyzna, to ciągle ważne dla nas hasła.

Dzięki takim zrywom i pamięci o nich trwa nasza polska tożsamość.

Dbał o nią śp. Prezydent Lech Kaczyński.

Swój szacunek dla tych cech polskości wyraził szwedzki zespół Sabaton, nagrywając utwór pt. "Uprising", którego premierowe wykonanie mogliśmy usłyszeć właśnie dzisiaj.

Polska jest najważniejsza! Gloria Victis!

22:40, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 lipca 2010
Nowa książka o e.d.

Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się nowa publikacja pt. "Edukacja domowa w Polsce. Teoria i praktyka", pod red. Państwa Marzeny i Pawła Zakrzewskich. Jest to różnorodny zbiór artykułów, autorstwa praktyków nauczania domowego i teoretyków, którzy poświęcają swoją uwagę tej alternatywie edukacyjnej. Bliższe informacje można znaleźć na specjalnej stronie internetowej: www.edukacjadomowawpolsce.pl

Naszego tekstu nie znajdziecie Państwo w tej publikacji. Niektórzy myślą, iż nie zostaliśmy do tego projektu zaproszeni. To nieprawda! Mój mąż przekazał wstępnie Redaktorom tomu artykuł na temat ostatnich badań Briana Raya nad efektywnością edukacji domowej w USA, ale ostatecznie tak się złożyło, że zrezygnowaliśmy z udziału w tym przedsięwzięciu. Dla Czytelników to żadna strata, ponieważ w omawianej książce znalazł się materiał D. Konowrockiej na ten sam temat.

Przyjemnej lektury!

P.S. Państwu Zakrzewskim serdecznie dziękujemy za egzemplarz książki!

22:28, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
Czas płynie tak szybko ...

Wczoraj obchodziliśmy z mężem 25 rocznicę ślubu. Nie mogę uwierzyć, że upłynęło już tyle czasu! Aż 15 lat z tych 25 poświęciliśmy edukacji domowej.

20:49, mamareszke
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 lipca 2010
La Roja Mistrzem!

Mistrzowie Europy zostali Mistrzami Świata! Wielkie gratulacje!

Zawsze kibicuję Włochom, Hiszpanom i Portugalczykom. Jedna z tych drużyn wygrała, więc jestem usatysfakcjonowana!

Teraz będę czekać na następne mistrzostwa. A to już za dwa lata. I to w Polsce!

23:43, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 lipca 2010
Viva Espana!

Tego o mnie na pewno nie wiecie: Od najmłodszych lat jestem fanką futbolu! Kiedy moje koleżanki w szkole podstawowej podkochiwały się w filmowych amantach, ja kochałam się na zabój we ... Włodzimierzu Lubańskim.

Dziś z wielką przyjemnością obejrzałam mecz Hiszpanów z Niemcami. Wygrali moi i niejakiego Paula faworyci. To niewiarygodne, żeby "niemiecka" ośmiornica była przeciwko swojej drużynie. Niewdzięczny mięczak! A może po prostu rozsądny, obiektywny kibic.

Mam cichą nadzieję, że Hiszpania zostanie Mistrzem Świata, choć wcześniej miałam innych faworytów. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi Hiszpanów!

23:08, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 czerwca 2010
Draństwa ciąg dalszy!

Na ulicach widzimy dzisiaj szczęśliwe buzie, szczęśliwych dzieci "szkolnych". Wakacje!

Dziękuję Bogu, że nasze dzieci są już dorosłe i nie dotknie ich kolejne postanowienie minister Hall (wysłane w dzień urodzin naszej córki, a dziś, w tym "pięknym" dniu, dostarczone). A może się mylę i to postanowienie ich dotknie, tak jak mnie dotknęło?!

Wiele osób myśli, że nasze problemy z władzami oświatowymi zakończyły się definitywnie korzystnym dla nas wyrokiem z lipca 2009 roku, kiedy to sąd przyznał po 12 latach walki, że zostaliśmy skrzywdzeni przez kolejnych oświatowych funkcjonariuszy: dyrektorów szkoły,  kuratorów i ministrów edukacji narodowej. Niestety, sprawa wygląda inaczej!

W 2007 roku nasze dzieci zdały amerykańskie egzaminy SAT, które przedłożyliśmy do nostryfikacji. Obok piętrzenia biurokratycznych, ale oczywiście "zgodnych z prawem" przeszkód, radca prawny poznańskiego kuratorium zaproponowała mojemu mężowi handel: wycofanie przez nas pierwotnej skargi (której późniejsze efekty opisałam w poprzednim akapicie) w zamian za dalszą "pozytywną współpracę w sprawie nostryfikacji". Mimo, iż o tym bezprawnym nacisku poinformowaliśmy ówczesną kurator, ministra edukacji narodowej i wojewódzki sąd administracyjny w Warszawie, nikt się tą "sprawką" w żaden sposób nie zajął! A my na handel nie przystaliśmy. Czy okazaliśmy się nieodpowiedzialnymi rodzicami?!

W kwestii nostryfikacji żądano od nas kolejnych dokumentów, a kiedy je przedstawialiśmy, to okazywało się, że są nieistotne (bo zwyczajnie je pomijano, jak np. opinię Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego czy amerykańskie apostille), albo, że obarczone są brakami (co dotyczyło np. opinii amerykańskiego Departamentu Edukacji, przesłanej nam i MNiSW drogą elektroniczną, w której zabrakło ... pieczęci instytucji i własnoręcznego podpisu)!

Dzisiejsze postanowienie, odmawiające pozytywnego rozstrzygnięcia sprawy nostryfikacji, a podpisane przez samą minister Hall, jest kolejną formą represji wobec naszej rodziny za edukacyjne awanturnictwo, jakiego się dopuściliśmy, zaczynając nowy rozdział edukacji domowej w naszym, a jakże, demokratycznym kraju!

Państwo Urzędnicy, naprawdę Was ta "wojna" nie nudzi?! Co macie do wygrania?!

13:18, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 czerwca 2010
Z najnowszych badań Briana Ray'a

Wszyscy wiemy, że kolebką współczesnej edukacji domowej są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Zaczęła ona tam funkcjonować trzydzieści lat temu. Efekty tego sposobu kształcenia widoczne są dla jej zwolenników – a tych liczy się w miliony – tak w sferze dydaktycznej (bardzo dobre efekty nauczania, co obrazują wyniki standaryzowanych testów, które zdają amerykańscy homeschoolers, ich zwycięstwa w olimpiadach przedmiotowych, a także przewyższające wszelkie oczekiwania rezultaty dzieci i młodzieży ze specjalnymi potrzebami, które uczą się w domu), jak i w sferze wychowawczej (społeczna dojrzałość młodych ludzi z doświadczeniem e.d. w relacjach z rówieśnikami i dorosłymi).

Jednocześnie edukacja domowa zadaje kłam potocznym wyobrażeniom na temat tego, co jest konieczne dla prawdziwej skuteczności w edukacji. Prawdziwy obraz nauki w domu wyłania się z ostatnich badań jej głównego analityka w USA dr Briana Ray’a.

W badaniach z wiosny 2008 roku, których wyniki B. Ray podał jesienią ubiegłego roku, wzięło udział niemal 12 tysięcy homeschoolers z wszystkich stanów, a także z terytoriów zamorskich USA.

Średnio uczniowie edukacji domowej – bez różnicy dla dziewcząt i chłopców – uzyskują w standaryzowanych testach wyniki na poziomie 86 percentyla, przy amerykańskiej średniej krajowej na poziomie 50 percentyla!

W edukacji domowej (przeciwnie do sytuacji uczniów „szkolnych”) dla wysokości wyników w ogóle nie ma znaczenia to, czy rodzice mają nauczycielskie licencje, co więcej, niewielkie znaczenie ma nawet to, czy mają wykształcenie wyższe (a są średnio lepiej wykształceni, niż przeciętni rodzice uczniów szkół).

Choć może wydać się to dziwne, dla wysokości uzyskiwanych rezultatów nie ma znaczenia ani systematyczność, ani uporządkowanie, ani korzystanie z drobiazgowo opracowanych pakietów tzw. pomocy dydaktycznych w edukacyjnej pracy z dzieckiem, ani też ilość czasu poświęcana dziennie na zajęcia czy ogólna długość okresu nauki w domu. Swobodna, inspirowana codziennymi zdarzeniami edukacja okazuje się być równie skuteczną, jak ta planowa i konsekwentnie realizowana.

Co ważne z punktu widzenia polskich elit dozoru oświatowego, całkowicie bez znaczenia jest zakres państwowej kontroli nad rodzinami edukacji domowej. Wydatkowanie publicznych pieniędzy na utrzymywanie oświatowych „dozorców” to zwykłe społeczne marnotrawstwo!

Przeciętna rodzina edukacji domowej zbliża się w swoich rocznych dochodach do amerykańskiej średniej krajowej, ale też nie musi być zamożna, bo w przeciwieństwie do kosztochłonności państwowego szkolnictwa (zużywającego prawie 10 tys. dolarów na głowę dziecka), pochłania zaledwie od 400 do 600$ na jedno dziecko rocznie.

Chociaż dodatkowe dane, ujawniane przez wskazane badania, nie są szczególnie istotne, to jednak pokazują cechy współczesnych amerykańskich rodzin edukacji domowej. W 97,9% przypadków są to rodziny pełne, mające średnio 3,5 dziecka (przeciętna dla USA: 2 dzieci). Spośród mam 19,4% pracuje zawodowo (84,8% z tej liczby jedynie na część etatu). 96,8% edukatorów domowych to chrześcijanie różnych wyznań, a 1,1% to agnostycy i ateiści.

 

20:54, mamareszke
Link Dodaj komentarz »
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31