Blog Izy Budajczak-Moder
środa, 29 lipca 2009
Przeciętny dzień u Budajczaków.

(według dewizy: Bez pracy nie ma kołaczy.)

 

Choć to może rozczarowywać (a zwolenników unschoolingu przerażać), nasz przeciętny dzień nie był bardzo różny od przeciętnego dnia w szkole. Rozpoczynał się nieco później (od 8,30), poprzedzony obowiązkowym śniadaniem. Główne zajęcia, zgodnie z sugestiami fizjologów wysiłku, trwały do 13,00-13,30, po czym następowała przerwa obiadowa. Lżejsze zajęcia (np. gra na instrumentach, pływanie) realizowaliśmy od 15,30 do 18,00.

Przy młodszych dzieciach więcej było wspólnego siedzenia, kiedy dorastali, znacznie mniej, na korzyść pracy samodzielnej.

Lekcje, wedle stabilnego planu, trwały zależnie od potrzeb od 30 do 60 minut. Bywało, że dla przerobienia całego bloku tematycznego zajęcia – ze stosownymi przerwami na odpoczynek – trwały jeszcze dłużej. Czas trwania lekcji był też różny w zależności od wieku dzieci.

Od najwcześniejszych lat zawsze wspólne były lekcje języków obcych. Te realizowaliśmy sami, więc mogły odbywać się często (np. lekcje angielskiego odbywały się codziennie).

Wobec faktu, iż różnica wieku między naszymi dziećmi wynosi jeden rok, wszystkie zajęcia odbywaliśmy początkowo wspólnie, z biegiem czasu różnicując je odpowiednio do potrzeb i zainteresowań.

Oprócz zajęć „domowych”, dzieci nasze miały również zajęcia „pozadomowe”: chodziły na lekcje religii do szkoły (dopóki im tego przywileju nie odmówiono), należały do organizacji katolickich. Oczywiście wychodziły też na podwórko, na boisko, gdzie, bez kontroli dorosłych, „uspołeczniały się” między rówieśnikami.

Ot, zwykłe, przeciętne życie!

 

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31