Blog Izy Budajczak-Moder
wtorek, 18 maja 2010
Jaka szkoła?

Minął rok od wprowadzenia znowelizowanej ustawy o systemie oświaty, która miała w znaczącym stopniu ułatwić życie edukatorom domowym. Jak to wygląda dzisiaj? W różnych zakresach sprawy układają się różnie.

Gorącą kwestią na dziś jest wybór szkoły, która będzie sprawowała "nadzór" nad dzieckiem edukacji domowej i jego rodzicami.

Wydawało się pierwotnie, że linia podziału będzie wypadała między szkołami publicznymi a niepublicznymi. Te drugie miały być wyjątkowo życzliwe rodzinom e.d.

Co się jednak okazuje? Wygląda na to, iż przy wyborze szkoły jej status nie gra żadnej roli. W praktyce okazuje się bowiem, że niektóre szkoły "państwowe", nawet obwodowe, dobrze lub wręcz bardzo dobrze układają swoje relacje z rodzinami e.d., podczas kiedy szkoły prywatne czy społeczne piętrzą przed nimi różnego rodzaju przeszkody. Pozory potrafią mylić - co na początku wygląda na słodycz, okazuje się być cienką warstwą lukru.

Wspólnie z mężem staramy się gromadzić informacje o "dobrych" szkołach, a Państwu proponujemy: "Oswajajcie" szkoły w swoim otoczeniu - i te niepubliczne, i te publiczne!

poniedziałek, 23 listopada 2009
O motywacjach ...

Bardzo często spotykamy się z pytaniem o motywację, jaka nami kierowała, kiedy podejmowaliśmy decyzję o edukacji domowej naszych dzieci.

Na początku lat dziewięćdziesiątych wśród lektur mojego męża (nauczyciela akademickiego) znalazły się dwie książki brytyjskiego socjologa Rolanda Meighana. Obie wspominały o edukacyjnej alternatywie, nazywanej „edukacją opartą na domu”. Kiedy dowiedzieliśmy się, że i w Polsce od 1991 r. takie nauczanie jest zgodne z prawem, przyszło nam do głowy, … żeby tego spróbować.

Zrobiliśmy to nie z powodu wstrętu do konkretnej szkoły, czy szkoły „w ogóle” (oboje szkołę „lubiliśmy”), tylko po to, by rodzinnie przeżywać edukację, jednak bez przekonania, że nasza „domowa” szkoła będzie lepsza od „państwowej”. Mieliśmy nadzieję, że nie będzie gorsza.

Umożliwiliśmy też obojgu naszym dzieciom poznanie „prawdziwej” szkoły, by znając warunki obu form nauki, same decydowały, gdzie chcą się rozwijać.

A jakie motywacje kierują innymi rodzicami? Jak z wszystkim, bywają bardzo różne.

Są tacy rodzice, którzy dobrowolnie wybierają edukację domową. Życzą jej sobie, ponieważ czytali bądź słyszeli o niej pozytywne opinie, albo dlatego, że mają dla swoich dzieci specjalny edukacyjny pomysł. I to się chwali!

Są też tacy rodzice, którzy „uciekają” w edukację domową, chcąc chronić swoje dzieci przed krzywdami, jakich już doświadczyły one w szkole lub jakie mogłyby je tam dotknąć. Chodzi tak o krzywdy fizyczne, psychiczne, jak i społeczne (np. akty dyskryminacji, niesprawiedliwego oceniania, rzutującego na przyszłość dziecka czy ideologicznej indoktrynacji). Niestety bywa czasami tak, że owe krzywdy są wytworem wyobraźni samych rodziców. Co oczywiste, nie jesteśmy w stanie ochronić dzieci przed wszystkimi „nieszczęściami” tego świata!

środa, 12 sierpnia 2009
Jak to było z ...?

Wakacje i ferie Emi i Paweł mieli w tym samym czasie co dzieci „szkolne”. Z naszego punktu widzenia nie mogło być inaczej, ponieważ nasze dzieciaki nie były izolowane od kolegów, najłatwiej było się spotykać, gdy tamci mieli „wolne”. Nasz rok „edukacyjny” w zasadzie pokrywał się z rokiem „szkolnym”, choć tak naprawdę solidna praca wypadała w czasie trwania roku akademickiego (z winy ojca). Z moich obserwacji wynika, że zawsze około 10 sierpnia dzieci już miały wakacji dosyć i z własnej woli zaglądały do podręczników (od innych książek wakacji nie miały, bo tego nie potrzebowały!). Brzmi to może niewiarygodnie, ale tak się właśnie składało.

 

Podręczniki szkolne były podstawą w naszej pracy. Trudno z nich zrezygnować, kiedy czekają cię egzaminy! Bazując na tych samych podręcznikach, co układający zadania egzaminacyjne szkolny nauczyciel, łatwiej się do nich przygotować. Jednak nie ograniczaliśmy się do wykorzystywanego w szkole zestawu, ale szukaliśmy podręczników dodatkowych, szczególnie tych, z naszego punktu widzenia najlepszych. Prócz tego wydawaliśmy majątek na różnego rodzaju encyklopedie, słowniki, atlasy, materiały popularno-naukowe. Historii, na przykład, dzieci uwielbiały uczyć się z przewrotnej serii „Strrraszna historia” (zawsze trzeba było kupować po dwa tomiki, bo inaczej była awantura, kto ma czytać pierwszy). Sporo też gromadziliśmy klasycznych dzieł literatury pięknej, i tej dla dzieci, i tej dla dorosłych. W ciągu całych dwunastu lat wspólnej nauki zebraliśmy pokaźną bibliotekę dla całej rodziny!

| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30